święte krowy – matki

Wydaje im się, że urodzenie dziecka albo nawet i sztuk więcej dzieci, daje im prawo do jakichś przywilejów, że mogą wybiegać poza ramy narzucone przez społeczeństwo. Stają się matkami, jednocześnie przestają być ludźmi…

Jeszcze nie matki – a już święte krowy

Jeszcze nie urodzą, a już robią wokół siebie dużo szumu. Pchają się wszędzie z tym brzuchem. Bezczelna baba w kasie, przepuszcza je na początek kolejki… albo może jeszcze co gorsza, zrobi to akurat klient stojący przed tobą… Albo stanie nad tobą taka w autobusie czy tramwaju, jak ty sobie spokojnie siedzisz… i się rozpycha, napiera na ciebie tym wielkim brzuchem. Trzeba było z domu nie wychodzić, jak jej ciężko… a jeszcze by chciała, żeby jej miejsca ustąpić, przecież każdy jest zmęczony, a co… kogo nogi nie bolą po całym dniu pracy?

Wózkowe zawalidrogi

Spacerują z wózkami zajmując cały chodnik – a człowiekowi się spieszy… a jeszcze zagradzają drogę jak chcesz rowerem przejechać. Albo i bezczelnie wózkiem po ulicy jadą – co to kogo, że chodnik krzywy, przecież dziecko wstrząsu mózgu nie dostanie – a kto to widział, żeby po osiedlowych uliczkach tak sobie beztrosko spacerować. Jak zatrąbić, to spojrzy z byka, że niby dziecko obudzę… A jeszcze oczekuje, że jej ten wózek ktoś pomoże wnieść po schodach, albo przytrzyma drzwi, kiedy chce wejść do sklepu.

Karmią gdzie popadnie

Nie rozumieją, że dziecko od małego trzeba uczyć dyscypliny i dobrego wychowania – bo kto to widział, jeść kiedy chce i gdzie chce. Wyciąga pierś i karmi – na oczach wszystkich, bezczelnie i wszyscy musza oglądać to przedstawienie. Najgorzej, jak w restauracji – człowiek spokojnie zjeść nie może, bo z gołym cyckiem przed oczy mu się pcha.

Straszą ludzi wokół

Bezczelnie przychodzą do sklepu osiedlowego nieumalowane. Nie dość, że bez makijażu, to jeszcze każdy włos w inną stronę. A co to kogo obchodzi, że od rana dwoje dzieci na głowie: tu śniadanko, tu na nocnik, tu rozdzielić dwóch budrysów – bo chwila nieuwagi i dzieją się bęcki… i tylko wyskoczyła na chwilę, bo zabrakło marchewki do obiadu, a synuś uwielbia suróweczkę… Trzeba było, chociaż oko pociągnąć, a nie ludzi straszyć. Nawet nieprzespanej nocy nie ukryła, a co bo to ona jedna mało śpi…?

Zapatrzone w te swoje pociechy

Mają zlasowane mózgi, przez pieluchy, kaszki i inne chrupki. A może im mleko do głowy uderza.  Istnieje chyba jakieś tajemne połączenie pomiędzy kanałami mlecznymi w piersiach a mózgiem – bo te karmiące piersią, to już w ogóle wyobrażają sobie Bóg wie co. Najważniejsze na świecie w tej swojej misji Matki Polki – Matki Karmiącej. Myślą, że ich dzieci są najwspanialsze na świecie – no i nic nie robią sobie z tego co te dzieci robią. Obudzi się takie w wózku i drze wniebogłosy w sklepie, na ulicy, gdziekolwiek – nie bacząc, że ludziom głowy od tego pękają. A jak już podrośnie to idealne dziecko, to potrafi jeszcze lepsze sceny odstawiać w towarzystwie – krzyczeć, tupać i, o zgrozo, mieć humory.  I znowu ta dyscyplina, czy dzisiejsze matki nie znają tego terminu…?

A w pracy…

…co rusz, to jakiś katarek, kaszelek czy inne ospy, szkarlatyny, czy inne rotawiusy. I zaraz lekarz, zwolnienie i siedzi sobie w domu z dzieckiem. A pracować to komu? Każdy by se w domu posiedział i odpoczywał, a nie wstawać rano trzeba i do pracy…

I co Mamuśki? Psujemy innym ten idealny świat? 😉 Żebyście się tylko nie ważyły przepraszać za swoje MACIERZYŃSTWO! Macie prawo do przywilejów, do podziwu i do pomocy, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba. Bo wychowanie dzieci to nie bułka z masłem 🙂 

A tak w ogóle, to wcale nie jest tak najgorzej… 🙂 Mam nadzieję, że macie raczej pozytywne doświadczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *