przewaga spaceru po lesie nad spacerem po mieście

Piękna, słoneczna niedziela, trochę mroźna – tak w sam raz. Aż wszystkie komórki ciała rwą się na spacer. No i właśnie – tu cieszę się za każdym razem, że możemy pojechać na spacer do lasu – bo niby to nadal zimowo, śnieg nie może stopnieć, mróz przymroził, niebo jest niebieskie, ale

No właśnie, jest kilka rzeczy, które sprawiają, że spacer po mieście przestaje być przyjemny… ale żeby nie było tak od razu nieprzyjemnie, to może napiszę odwrotnie, co takiego sprawia, że spacer po lesie jest o niebo (tak właśnie, to błękitne, bezchmurne niebo!) przyjemniejszy od spaceru po mieście. I aby to udowodnić okraszę to kilkoma zdjęciami z terenu…

Poza argumentami oczywistymi jak cisza, spokój, czyste powietrze są pewne kwestie, które widoczne są szczególnie właśnie w zimie.

Po pierwsze – w lesie śnieg jest bielszy… tak, tak białe może być bardziej białe – jak w reklamie proszku do prania 😉 W mieście długo leżący śnieg już dawno przestał być biały. Na chodnikach przemieszany z piaskiem rzucanym, ażeby zapobiec tworzeniu się ślizgawki i zapełnianiu SORów klientami z połamanymi rękami, a z kolei przy drogach… każdy wie jak wygląda śnieg leżący od dłuższego czasu przy drodze (szczególnie krajowej). Jest po prostu czarny – aż strach pomyśleć, co w sobie kryje (a jak nie ma śniegu, to „to czarne”, tak sobie wszędzie krąży…?:/ bo przecież, też gdzieś jest…).

Po drugie, w lesie nie ma smogu! Można oddychać pełną piersią, nie wdychając efektu przepuszczania przez kominy wszelkiego rodzaju śmieci, zmieszanego ze spalinami z rur wydechowych, ciągnących się jeden za drugim po śliskich ulicach, samochodów.

Po trzecie, w lesie trasa spaceru nie jest usłana psimi odchodami. Czy tylko mi kwestia psich kup podnosi ostatnio ciśnienie? Nasze ostatnie codzienne wyjścia z Młodzieżą, to slalomy pomiędzy minami pozostawionymi na śniegu – no tak, powie ktoś – przynajmniej są widoczne, ale co mi po tym, jak ta widoczność sprawia, że treść żołądka podnosi mi się niebezpiecznie blisko otworu gębowego, przez który to non stop uprzedzam Starszaka: „uważaj, kupa!”. Nawet nie próbuję liczyć, ile razy w trakcie spaceru pada to ostrzeżenie. Robię co mogę, sama manewrując przy tym wózkiem, ażeby uniknąć utrafienia kołem w niespodziankę. Zapewne przyznacie mi rację, że czyścić swoje buty nie jest przyjemne, a buty dzieci niestety zdarza się dość często czyścić (jak one to robią, że zawsze w TO trafią?;). Zimą prawdopodobieństwo utrafienia śmierdzącej miny rośnie, bo i temperatura sprawia, że rozkład zostaje wydłużony do czasu jej podwyższenia…. (W tym miejscu przepraszam, jeśli trafiłam tym wpisem akurat w czas czyjegoś posiłku). W lesie, nie musimy uskuteczniać slalomu pomiędzy kupami, możemy za to policzyć kopce kreta 😉

Po czwarte, czy to zimą czy nie zimą, można biegać skakać, fikać i nie martwić się, że się na kogoś lub pod coś wpadnie.

No i można dojść na wyspę po zamarzniętym jeziorze! Trzeba tylko uważać, bo to niezła ślizgawka 🙂

A Wy co najbardziej lubicie w zimowych spacerach po lesie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *