przekąski, które można podarować dziecku

Taka sytuacja. Idziecie do znajomych, znajomi mają dziecko – coś trzeba dla dziecka wziąć, chociaż jakiś drobiazg, coby się ucieszyło – może książeczka, kolorowanka, czy jakieś autko, albo czekoladka…

Ano właśnie, czekoladka? Tudzież ciasteczka, cukierki, czy o zgrozo, lizaki… Ale przecież to małe dziecko, a oni nie dają dziecku słodyczy… No i  dobrze, takie ich prawo, dziecko małe, a cukier przecież szkodzi, skład tych wszelakich dobroci też nie zachwyca (częściej niestety nawet woła o pomstę do nieba!), no i coraz więcej dzieci wokół ma próchnicę, czy nawet walczy z otyłością. Zatem co zrobić w tej sytuacji, czy są jakieś zdrowe słodycze,  czy też przekąski, którymi mogą zachwycić się dzieci?

Ano są! I moje dzieci są tego przykładem. Starszak, bo to on głównie jest już w tym temacie (Maluch jeszcze nie poznał smaku klasycznych słodyczy), potrafi docenić smak suszonej morelki i wcale nie przedkłada nad nią czekoladki. Zatem na pierwszym miejscu w zdrowych „słodkościach” są u nas:

Suszone owoce

Oczywiście te bez siarki. Mogą to być morele, daktyle (mój Starszak mówi na nie goryle, tak z przekory;), rodzynki, czy żurawina (choć ta jest gorszym przykładem, bo ma sporo cukru…). Moje dzieci uwielbiają, a za morelami Starszak potrafi marudzić w sklepie, jak niejeden za lizakiem 😉

(zdjęcia się nie da zrobić, bo już jakaś mała łapka podkrada przysmaki 😉

Orzechy

To przekąski raczej dla dzieci trochę starszych, no i nie zawsze się sprawdzą, bo są one silnym alergenem. Zatem propozycja ta nie dotyczy alergików. Orzechy mogą być różne, przeróżne – mamy szeroki wybór orzechów, a każde z nich są bardzo wartościowe – pamiętajmy tylko, że te egzotyczne w teorii bardziej wartościowe, jednak muszą do nas przebyć długą drogę, a to nie służy zachowaniu tych wspaniałych wartości. Zatem najlepsze to te nasze rodzime: włoskie, czy laskowe – nawet świeże prosto z drzewa 🙂 Ale my, poza naszymi, uwielbiamy też nerkowce.

Po prostu owoce

Jabłko, gruszka, banan, czy whatever – zawsze najkorzystniej sezonowe. W sezonie najlepiej nasze rodzime i kto ma dostęp, to z pewnego źródła – takie najlepsze (może i swoje?), tudzież w wersji eko, czy bio. Dzieci naprawdę lubią zajadać owoce, trzeba tylko im je proponować. I nie w konkurencji np. z czekoladką, czy inną mało wartościową przekąską.

A jak nie wiesz co kupić człowieku…

to mogą być najzwyklejsze chrupki kukurydziane. Patrz tylko aby były bez soli (co ważne w przypadku maluszków) – bo i producent nie wiedzieć czemu, lubi nawet tak prosty produkt posolić… A chrupasy kukurydziane, to rzecz, którą maluchy uwielbiają, a przy tym nie wydasz fortuny.

A jeśli już musi być czekoladka…

to niech to chociaż będzie czekoladka o dobrym składzie. Bo jak wiadomo, bez słodyczy nam się dzieci nie uchowają. Mój Starszak rozpoczął czekoladkowe doznania od gorzkiej i od razu ją pokochał 😉 Gorzka, czy nie, ważne aby była bez E-476, czyli polirycynooleinianu poliglicerolu (ufff… prawie połamałam język…:/) w składzie. A dlaczego? Dlatego, że dopuszczalna dzienna dawka tego emulgatora dla dziecka ważącego 15 kg to dwie kostki (mój Starszak aktualnie waży niewiele więcej, a ma prawię 4 lata). A kto upilnuje tych dwóch kostek…?

Nie mówię, że moje dziecko nie dostało nigdy jaja niespodzianki, czy innego słodyczowego słodycza. Ależ owszem, dużo czasu jednak upłynęło zanim zorientował się On, że w tymże jaju jest coś więcej niż zabawka, tfu. niespodzianka (bo czasami to bardziej niespodzianka typu: „o rany… a to co toto ma być…?”). No i skończyło się rodziców wyjadanie czekoladowych „skorupek” ;). Także tak, zdarza się przekąsić Starszakowi i coś innego, ale denerwuje mnie sytuacja, kiedy dzieci na zajęciach dla 2-latków częstowane są słodyczami typu snickersy czy marsy w wersji mini :/ I to przez osobę świadomą, przynajmniej tego, w jakim wieku dzieci przychodzą na zajęcia. (Moje dziecię wtedy jeszcze nie znające tego typu jedzenia, grzecznie się poczęstowało i przekazało cukierasa tatusiowi 😉. Teraz jeszcze dochodzi kwestia poczęstunków urodzinowych w przedszkolach… może dałoby się i na to coś wymyślić…? Jak to u Was wygląda?

Jak radzicie sobie ze słodyczowymi babciami, ciotkami itd.? A może nie rusza Was to w ogóle…?

Zgadzacie się ze mną? Jeśli tak, to podzielcie się tym tekstem z innymi, może przestaną zasypywać Wasze dzieci niezdrowymi przekąskami? 😉

Jedna myśl nt. „przekąski, które można podarować dziecku”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *