na co musi się przygotować świeżo upieczona mama…?

Nikt nie ma monopolu na wiedzę, szczególnie na temat wychowania dzieci. Dlatego właśnie tak cenne są wskazówki i rady otrzymane w momencie, kiedy najbardziej ich potrzebujemy. Mama chce dla dziecka jak najlepiej – a dzisiejsza mama jest dość dobrze przygotowana  do pełnienia swojej roli i to właśnie ona wie, co dla jej dziecka najlepsze. Mimo wszystko, nie uniknie miliona rad wątpliwej jakości, którymi będą zarzucać ją osoby zarówno z bliższego jak i dalszego otoczenia. Jak sobie z tym radzić? Jak się uodpornić? Czy to się w ogóle da zrobić…?

Mama nosi dziecko pod sercem przez dziewięć miesięcy. Natura tak to sprytnie urządziła, ażeby miała ona czas przygotować się na wydanie i wychowanie potomka. W pewnym momencie,  pod koniec ciąży, następuje tzw. wicie gniazda – kiedyś było do zapewne pranie i prasowanie ubranek niemowlęcych, teraz dochodzi do tego uczestnictwo w zajęciach szkoły rodzenia oraz przeczesywanie internetu w celu pozyskania informacji na temat pielęgnacji, karmienia, zabawiania, usypiania, uzdrawiania itepe itede noworodka. Wydaje się, że w dzisiejszych czasach nie powinno być problemu z przygotowaniem przyszłej mamy do opieki nad noworodkiem i najczęściej nie jest, wszak dostęp do wiedzy jest bardzo łatwy, a czasy wielopokoleniowych rodzin mieszkających pod jednym dachem już minęły i najczęściej młodzi rodzice są na swoim często w zupełnie innym mieście, zdani właściwie na swoje siły i przygotowanie – a i dziadkowie, jeśli są blisko, nie są już zobligowani do opieki nad wnukami, bo mają też swoje życie, prace, czy hobby. Jednak wokół świeżo upieczonej mamy i tak pojawia się szereg „ciotek dobra rada” znających się na wszystkim najlepiej. Komentują, doradzają, stresując młodą mamę, jeśli tylko nie jest odporna na tego typu sugestie. A to, że dziecku „NA PEWNO jest za zimno” albo może wprost przeciwnie „jest mu za ciepło!”, „na pewno jest mu twardo bez poduszki”, a może”za dużo śpi” albo właśnie „śpi stanowczo za mało”, czy też „za dużo go nosisz, jeszcze się przyzwyczai”, albo o zgrozo „nie przytulaj go tyle”, czy nawet „nie całuj”. A już standardem jest „na pewno jest głodny”, bo oczywiście „nie najada się twoim mlekiem”.

Niestety, z doświadczenia wynika, że „ciotka dobra rada” jest rodzaju żeńskiego, choć nie mówię, może się zdarzyć i męska wersja, czyli „wuj dobra rada”, no ale to już znacznie rzadziej, jeśli w ogóle. Także, uogólniając, autorki dobrych rad możemy podzielić na wybijające się trzy grupy:

  • grupa pierwsza, to mamy i mamusie (czyli teściowe) świeżo upieczonej mamy, czyli właściwie babcie bohatera komentarzy, czyli dziecięcia. Z zasłyszanych historii najbardziej utkwiła mi w pamięci taka, która pokazuje jakiemu chaosowi mentalnemu poddana jest młoda matka… Dzieciątko, leży spokojnie w łóżeczku na co babcia patrząc na wnusia zwraca się do świeżo upieczonej mamy: „zimno mu, zamknij to okno, załóż mu czapeczkę, przykryj kocykiem, etc…”, a druga babcia wchodząc po chwili do tego samego pomieszczenia, do tego samego dziecka „za gorąco mu, spoci się, otwórz okno…”. To babcie też zazwyczaj są autorkami rad typu, „nie je, bo mu nie smakuje, bo mu nie posłodzisz”…. ale to już przy starszym dziecku (no, bo jeśli zdarza się tak już przy maleństwie, to aż się włos na głowie jeży!);
  • grupa druga to nieznajome z ulicy, zazwyczaj to panie w tzw. średnim wieku, interesujące się wszystkim co dookoła, szczególnie jeśli mogą coś skomentować czy właśnie udzielić dobrej rady, typu „a co to dziecko, tak płacze…?”, tak, tak – standardowe pytanie, bo co niby, wiersze ma w wózku recytować, czy jak…? i tu akurat byłam świadkiem sytuacji, kiedy to nie mama, ale młody tatuś był odbiorcą komentarza i zaraz potem dobrej rady: „musi pan pobujać wózkiem, żeby tak nie płakało”… i nieznajoma sama od razu bierze się za lekcję pokazową zajmowania się niemowlakiem… a tatusia, aż trzęsie, bo jak zareagować? Oczywiście, że powinien stanowczo, aby w następnej kolejności zostać nazwanym chamem i prostakiem…;
  • grupa trzecia, to bezdzietne znajome, które o wychowaniu wiedzą wszystko… w teorii oczywiście, tudzież z opowiadań własnej matki, która wszystko przy nich robiła idealnie i właśnie dlatego są tak idealnie wychowane. Każda z nich twierdzi, że jej dziecko nie będzie płakało, krzyczało, marudziło, będzie spało całą noc i pewnie nawet nie będzie ząbkowało…. na pewno też będzie spało w swoim łóżeczku no i będzie jadło wszystko co mu zaserwuje… oczywiście, bez rozrzucania jedzenia i paćkania paluszkami wszystkiego wokół. Z ręką na sercu trzeba przyznać, że większość z nas choć w pewnym stopniu kiedyś do tej grupy należała, wypowiadając komentarze jeśli nie na głos, to przynajmniej w myślach…

To trzy typy zaobserwowane przeze mnie, znacie jeszcze jakieś kategorie? Może ktoś otrzymał jakieś naprawdę „dobre rady”? 😉

Dobrymi radami, jak wiemy, jest piekło wybrukowane – także należy  selekcjonować rady na te przydatne i te, które wpuścimy jednym a wypuścimy drugim uchem. Pewność siebie i swoich racji to coś, czego może brakować młodej mamie, jednak to właśnie mama zna swoje dziecko najlepiej, bo jest ona z nim praktycznie cały czas i najlepiej wie, czego mu potrzeba. Poza tym należy pamiętać, że standardy opieki i pielęgnacji noworodka bardzo, ale to bardzo się zmieniły od czasów, w których piastowało noworodki większość autorek dobrych rad. A dzięki łatwemu dostępowi do informacji, przygotowanie dzisiejszych mam jest naprawdę dobre.

Zatem pamiętajcie drogie mamy! Nie dajcie się zaszczuć i przerobić na inną stronę. To Wy wiecie najlepiej, jak opiekować się własnym dzieckiem i na pewno robicie to najlepiej na świecie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *