czysty dom, czy szczęśliwe dzieci?

Jak to mówią „nie warto sprzątać domu, zanim dzieci nie pójdą na studia”. Coś w tym jest, bo sprzątanie domu, w którym są dzieci przypomina toczenie głazu na szczyt góry przez Syzyfa… Czy szczęśliwe dzieci, to brudne dzieci? Czy możliwe jest posiadanie dzieci i czystego domu jednocześnie?

Bałagan to szczęśliwe dzieci...?

Elegancki salon

Pewnego dnia mój Starszak powiedział, że musimy się przeprowadzić, bo on chciałby żebyśmy mieli elegancki salon. No…. mówię, może nie powala, ale mamy przecież salon synku, a co znaczy, że ma być elegancki?

„bo elegancki salon mamo, to taki, w którym nie ma zabawek”

Tony zabawek

Są wszędzie… Czają się na nas na każdym kroku. Wchodzisz do pokoju, nie zdążysz włączyć światła i… auć! (ciśnie się też od razu kilka innych słów…). Chyba każdy rodzic wie, co oznacza nadepnąć bosą stopą na klocek, tudzież małe autko… U nas głównymi atakującymi, są właśnie autka… są ich tysiące… no właśnie, nie tylko autek. Tony zabawek zalewają domy dzisiejszych rodziców – chcą tego czy nie, zabawki i inne gadżety walą do domu drzwiami i oknami.  Każdy odwiedzający (a przewija się ich trochę…) wnosi jakiś drobiazg, mniejszy lub większy, sprawiając radość smykom, jednocześnie rozbudowując kolekcję gadżetów. Myślę, że tym, co u nas można znaleźć, spokojnie mogłoby się zadowolić kilkoro dzieci… Można powiedzieć, że kiedyś tak nie było… a dzieci się jakoś wychowały, że jak to teraz rodzice wychowują, na co pozwalają, że ich wina, że dzieci rozpieszczone i bla bla bla… Ale dzieci niegdysiejszych rodziców nie były zewsząd atakowane reklamami wszystkich najlepszych zabawek tego świata, niegdysiejszych dzieci nie atakowały pełne półki zabawek w marketach… wszystkie piękne, kolorowe i pełne bohaterów ulubionych bajek… niegdysiejsi rodzice nie musieli odmawiać tego wszystkiego dziecku – średnio co pięć minut… no i kto ma trudniej?

Bo szczęśliwe dzieci, to brudne dzieci

Bo jeśli są w domu dzieci, to nie unikniesz bałaganu. Wszędobylskie zabawki, małe rączki, które co rusz coś zmalują. Przykleją się wraz z buzią do świeżo umytego okna, czy lustra albo przetestują kolory kredek na meblach i ścianach… I  te okruchy wszędzie – pod stołem to stado kur by się u nas najadło. Ja nie wiem, dziurawe buzie prześliczne mają moje dzieci… dziurawe buźki, dziurawe rączki… A rączki zgrabne, jak dorwą chusteczkę, to ją w pył  – na małe kawałeczki, albo jakąś kartkę nie-wiadomo-gdzie-znalezioną potną nożyczkami na malutkie kawałki. Na tym to się skupić dziecię potrafi – jak na niczym innym.

No i zawsze i wszędzie: szklaneczki, talerzyki, papierki, skarpetki, buciki, paputki i głowa nie wymyśli co jeszcze wala się po domu, z kąta w kąt. Nic tylko zbierać, składać – a to żyje własnym życiem i rozmnaża się i rozrasta jak grzyby po deszczu.

Codzienne dylematy

Odkurzać, gotować, wieszać pranie (bo przecież prać to nie, bo „samo się pierze” ;), prasować, zbierać zabawki (robota zupełnie pozbawiona sensu), czy przeczytać, po raz dziesiąty w danym dniu, Świnkę Peppę, wyjść na spacer, pośpiewać, potańczyć, pofikać koziołki…? Codzienne dylematy… na wszystko doba jest zbyt krótka, szczególnie, jeśli na wszystkie czynności, które nie dotyczą dzieci pozostaje tylko czas, w którym dzieci śpią… Jak do tego podejść…? Priorytety! Bo Drogi Rodzicu czas, który poświęcasz dziecku, jest dla niego bardzo ważny, ale ale… nie tylko dla Niego, bo może teraz jest ciężko – kiedy w wolnej chwili przewalasz tony prania, kiedy nie możesz już patrzeć na goniące się pod meblami koty, czy gdy stoisz przy garach przygotowując dziecięce pyszności… ale uwierz… zatęsknisz za tym, bo dzieci tak szybko rosną – zatęsknisz za tymi małymi ramionkami zarzucanymi rano na szyję z prośbą „przytul mnie mamo”, zatęsknisz za tym czasem, kiedy tak bardzo Cię potrzebowali… ale o tym już też było TUTAJ.

Na wszystko czasu nie znajdziesz. Oczywiście, nie można zatopić się w brudzie, ale już dawno nauczyłam się odpuszczać. Bo nad lśniące okna przedkładam szczęśliwe dzieci. Bo nad posegregowane skarpety, przedkładam codzienny spacer. A przede wszystkim , jeśli tylko to możliwe, zachęcam młodzież do uczestnictwa w porządkach. Może właśnie dlatego, wiecznie nie możemy tego porządku osiągnąć… ale liczy się wspólnie spędzony czas i zadowolone, szczęśliwe dzieci.

A na perfekcyjną czystość jeszcze przyjdzie czas…

A może ma ktoś złote rady, jak to zrobić, aby wilk był syty i owca cała…? Macie na to jakieś sposoby?

2 myśli nt. „czysty dom, czy szczęśliwe dzieci?”

  1. U nas podobnie… wychodzę z założenia, że ważniejsze jest poświęcić dziecku uwagę, wyjść na spacer, ale i powoli uczyć porządku. I jak starsza Córka (4 latka) nawet ładnie współpracuje 😉 to z Synkiem (2latka) nie jest tak prosto 😀 Gdy zbieramy zabawki, to On ma największą radość, gdy pod koniec może wszystko wyrzucić na podłogę… Ale jest jeden plus… powoli wkłada zabawki razem z nami (przed wyrzuceniem ich z powrotem na podłogę) 😉

    1. U mnie dwóch chłopaków 4 i 1,5 – to ten młodszy podobnie, bardzo lubi sprzątać, czyli wrzucać, klocki czy inne zabawki do pojemników na nie, ale na koniec uwielbia ja wyrzucić ….;-) 4-latek z kolei jak chce to umie – trzeba tylko użyć odpowiedniej magii, żeby się chciało 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *